niedziela, 12 czerwca 2011

Listdod

          Drogi D.,

         Cała ta nasza znajomość to jeden wielki przypadek. Spotkaliśmy się w dziwnych okolicznościach, ale przecież wiadome jest, że zwykle ważne historie, mają swój początek w zupełnie nieważnym czasie. Była to niedziela, prawie taka jak dzisiaj - no, pewnie dzisiaj jest cieplej, ale wtedy też świeciło słońce. To już trzy miesiące, od kiedy istniejesz w mojej świadomości, od kiedy każde Twoje słowo powoduje lekkie drgnienie serca. Nie widzę przyszłości przed nami, za wiele nas dzieli, za wiele być może oczekuje, ale... ja już nie mam ochoty na żadne, dziecinne gierki, nie mam ochoty na kolejne rozczarowanie, na niespełnione nadzieje. Wolę nie ryzykować. Przynajmniej teraz tak mi się wydaje.
         Dogadywaliśmy się. Zauważyłam ten fakt, a Ty odpowiedziałeś na niego z aprobatą, wyrażając nadzieje, że "tak już będzie zawsze". Teraz wiem, że nie będzie. Zawiodłam się na Tobie w prosty sposób. Bo zapomniałeś, a mówiłam - nie zapominaj! Oczekiwałeś szczerości, lojalności, które starałam się Ci dawać, a także pragnęłam w zamian otrzymywać. Wyłożyłeś się na lojalności. Wystarczyłby głupi sms, że nie możesz, że nie dzisiaj, że cokolwiek. Ale Ty milczałeś. Milczysz do dziś.
         Jestem szczęśliwa, że jestem tym, kim jestem i jaka jestem. Coś jednak rozpierdala mnie od środka i to jesteś Ty. A raczej - świadomość gestów, uczuć, które pragnąłeś mi dać. A może wcale nie chciałeś tego? Nie rozumiem nic, a już na pewno nie Ciebie.
         Wiedz jedno, że dzisiaj tęsknię. I naprawdę nie wiem, co będzie jutro.

                                                                                                                                     F.

4 komentarze:

  1. Niestety nie mam rady na szybkie zapomnienie, ja do dziś nie mogę zapomnieć o panu C.mimo tego, że jestem z K. On zawsze jak poukładam sobie życie zjawia się jak z kosmosu i miesza, mąci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chryste. skąd ja to znam....! :((
    bocianica.blog

    OdpowiedzUsuń
  3. nie skreślaj go jeszcze...

    OdpowiedzUsuń