Wczoraj uciekałam z zajęć, dzisiaj też robię sobie wolne. :) A co tam, cieszę się, że mogę! Jutro pójdę tylko na angielski, bo chcę poprawić kolokwium. Cieszę się, że wykorzystuję czas dla nas, to jest piękne! :) Widzimy się już trzy dni z rzędu, w ostatnim czasie tego mi brakowało :)
Chociaż porządkujemy swoje sprawy, cieszę się, że mamy czas dla siebie. Wczoraj się niezrozumieliśmy i przez chwilę poczułam niepokój. Dzisiaj to wyjaśnimy i będziemy iść dalej. :)
Cieszę się tym życiem. I chociaż czuję, że jest bałagan w innych sprawach, chociażby uczelnianych i domowych wierzę, że da się to uporządkować. W sumie dzięki P. zrozumiałam, że nie można budować na nieprządku, a ten nieporządek można zmienić. Chcę zmienić, chcę posprzątać swoje życie i budować wszystko na prawdzie. :)
W końcu prawda nas wyzwoli!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 grudnia 2013
piątek, 13 grudnia 2013
Moje zakupowe szaleństwo :)
Z racji tego, że dzisiaj wróciłam nieco wcześniej, postanowiłam od razu zabrać się za porządki w szafkach z ubraniami. Jest to dość spory problem, bo jak wiadomo, kobiety nie dość, że nie mają się w co ubrać, to jeszcze nigdy ubrania nie mieszczą się im w szafie. U mnie jest dokładnie tak samo :)
Z powodu braku funduszy ograniczyłam moje wydatki i tak naprawdę nic, prócz bielizny, nie kupuję w sieciówkach. Jestem wierna od dwóch lat tej samej firmie z bielizną, może nie najlepszej, ale na moje potrzeby zdecydowanie wystarczającej. Podobają mi się ich kolekcje, a ceny zwykle nie przekraczają (za komplet) 150zł. Oczywiście zawsze korzystam z promocji, bo to dla mnie i tak duży wydatek. Buty zimowe kupuję skórzane, i jest to chyba najdroższa rzecz w mojej szafie, ale pocieszam się takie buty posłużą mi dwa, trzy lata i tego się trzymam. Obecne mam drugi rok. Podobnie kurki i płaszcze - jeden płaszcz kupiłam za 300zł w H&M pięć lat temu i nadal jest w nienaruszonym stanie, idealny, jak nowy. Chodzę w nim każdej jesieni i każdej wiosny. Kurtkę zimową mam już trzeci lub czwarty sezon. :)
Resztę ubrań kupiłam na bazarze, albo jak ostatnio - w lumpeksach. Nie wiem, jak to się stało, ale wkręciłam się w zakupy w tych sklepach. Za kilka złotych można wyhaczyć naprawdę ładne ubrania, niektóre z metkami, modne, na każdą okazję. Cudowne uczucie, gdy ktoś chwali Twój sweter, bluzkę, czy spódnicę, która kosztowała 6 złotych. To wspaniałe, że za 20zł można ubrać się od stóp do głów i wyglądać naprawdę dobrze :) Dzięki tym zakupom dzisiaj robię remanent w szafie, bo nic nie mogę upchać. A to wszystko przez swetry na zimę - kupiłam ostatnio cztery za 20 złotych :)
Tak mija mi piątkowy wieczór - niedługo skończę, a później czeka mnie nadrabianie zaległości uczelnianych. Późniejsze godziny przeznaczam dla siebie na swoje kontenplacje ;)
PS. Marzy mi się taka wielka, piękna szafa, albo najlepiej garderoba :)
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Nowa praca
Znów nie było mnie ponad tydzień. Żyję. Całą sobą żyję. Mam niewiele czasu, zajęcia są tak długie, że wracam do domu między 21 a 22. Oczywiście nie żałuję decyzji o dojazdach. Cieszę się z tego nawet takim kosztem.
Zaległości na uczelni mam masę. Najgorszy jest angielski, który bardzo mnie prześladuje. Poza tym wydaje mi się, że ze wszystkim jestem w tyle. Na co dzień nie mam kiedy nadrabiać, a weekendy są zazwyczaj zarezerwowane dla P. i rodziny. Muszę jakoś się sprężyć, bo nie powiem, chciałabym już obrobić się z większością rzeczy do świąt. Mam nadzieję, że mi się uda, ale potrzebuje motywacji.
Czuję bałagan. W sercu niestety też. Ale wszystko to kwesta czasu i samozaparcia, bo chęci są.
Z racji tego, że P. się rozchorował, swoją drogą, ja go zaraziłam, nie widzieliśmy się od czwartku. Teraz uniemożliwa nam spotkanie się choroba, wcześniej - praca. Pomimo, że dla Niego wiele rzeczy doczesnych stoi niżej w hierarchii wartości (np. praca) to, o dzwiwo!, wiele się w tej kwestii zmienia. Co prawda, nie zawsze na lepsze, ale wierzę, że owe lepsze jeszcze nastąpi.
Dla Niego praca jest tylko pracą. Ja mam zupełnie inne założenie. Studiując drugi kierunek marzę o pracy w zawodzie, zwłaszcza, że moje studia są też moją pasją. On ma inne podejście do tego. Gdy nadarzyła się okazja zmiany pracy, wykorzystał to, chociaż praca jest za gorsze pieniądze i nie w Jego fachu. Przynajmniej jest w cieple i na normalną umowę. Uważam, że pomimo, iż pracuje krócej (od 8-12 godzin) to jest bardziej męcząca. W poprzedniej pracował 19 godzin, ale miał dwa dni wolne po pracy. Również mógł pisać do mnie w czasie jej trwania, a teraz nawet nie ma chwili, by zadzwonić. Wiem, że ta praca jest przejściowa, ale nie podoba mi się - tzn. obecnie mam dziwne odczucia, np. w kwestii godzin pracy, które się zmieniają. On czuje podobnie, dlatego podjął decyzję - jeśli grafik na najbliższy miesiąc nie będzie mu odpowiadał i uniemożliwi nam spotkania, zrezygnuje z niej. Tylko ciekawe, co dalej...?
Jego wymarzona praca staje się rzeczywistością, ale bardzo, bardzo powoli. Martwię się o Niego, bo nie chcę, by praca była tylko pracą - chcę, by sprawiała Mu radość.
Wierzę, że to się jakoś ułoży.
P.S.
Ostatnia sprawa ułożyła się pomyślnie. Na szczęście wyszło na moje - nie ustąpiłam Mu. Zrozumiał i doszliśmy do porozumienia. :)
Zaległości na uczelni mam masę. Najgorszy jest angielski, który bardzo mnie prześladuje. Poza tym wydaje mi się, że ze wszystkim jestem w tyle. Na co dzień nie mam kiedy nadrabiać, a weekendy są zazwyczaj zarezerwowane dla P. i rodziny. Muszę jakoś się sprężyć, bo nie powiem, chciałabym już obrobić się z większością rzeczy do świąt. Mam nadzieję, że mi się uda, ale potrzebuje motywacji.
Czuję bałagan. W sercu niestety też. Ale wszystko to kwesta czasu i samozaparcia, bo chęci są.
Z racji tego, że P. się rozchorował, swoją drogą, ja go zaraziłam, nie widzieliśmy się od czwartku. Teraz uniemożliwa nam spotkanie się choroba, wcześniej - praca. Pomimo, że dla Niego wiele rzeczy doczesnych stoi niżej w hierarchii wartości (np. praca) to, o dzwiwo!, wiele się w tej kwestii zmienia. Co prawda, nie zawsze na lepsze, ale wierzę, że owe lepsze jeszcze nastąpi.
Dla Niego praca jest tylko pracą. Ja mam zupełnie inne założenie. Studiując drugi kierunek marzę o pracy w zawodzie, zwłaszcza, że moje studia są też moją pasją. On ma inne podejście do tego. Gdy nadarzyła się okazja zmiany pracy, wykorzystał to, chociaż praca jest za gorsze pieniądze i nie w Jego fachu. Przynajmniej jest w cieple i na normalną umowę. Uważam, że pomimo, iż pracuje krócej (od 8-12 godzin) to jest bardziej męcząca. W poprzedniej pracował 19 godzin, ale miał dwa dni wolne po pracy. Również mógł pisać do mnie w czasie jej trwania, a teraz nawet nie ma chwili, by zadzwonić. Wiem, że ta praca jest przejściowa, ale nie podoba mi się - tzn. obecnie mam dziwne odczucia, np. w kwestii godzin pracy, które się zmieniają. On czuje podobnie, dlatego podjął decyzję - jeśli grafik na najbliższy miesiąc nie będzie mu odpowiadał i uniemożliwi nam spotkania, zrezygnuje z niej. Tylko ciekawe, co dalej...?
Jego wymarzona praca staje się rzeczywistością, ale bardzo, bardzo powoli. Martwię się o Niego, bo nie chcę, by praca była tylko pracą - chcę, by sprawiała Mu radość.
Wierzę, że to się jakoś ułoży.
P.S.
Ostatnia sprawa ułożyła się pomyślnie. Na szczęście wyszło na moje - nie ustąpiłam Mu. Zrozumiał i doszliśmy do porozumienia. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)