niedziela, 17 lipca 2011

"Posiadam wiarę w niemożliwą moc"

           Rozkoszuję się wolnym popołudniem. Przy otwartym oknie zasłuchuję się w głosie Roguca, myślę, marzę. I tylko lenistwo nie pozwala mi zaparzyć sobie herbaty pomarańczowej...

           Pomimo iż spełniłam swoje marzenie, nie daję sobie ani chwili odpoczynku w realizowaniu się. Bo wiadomo, facet zostawi, przyjaciele odejdą, a to co jest w nas - pozostanie. To, co nas powinno inspirować, zachęcać do działania, dodawać siły, powinno być tylko i wyłącznie w nas. Oczywiście, dobrze, gdy jest ktoś, kto nas wspiera, kto dodaje nam radości, sprawia, ze wszystko wydaje się bardziej barwne... ale nie wolno nam tracić nadziei, kiedy takiego wsparcia bark.

           Są wakacje. Dostałam się na drugi kierunek studiów, pracuję dorywczo i zarabiam, spełniam się rozwijając swoją pasję... Cholera, jestem w najlepszym etapie swojego życia...!
Chcę dalej odkrywać swoje możliwości. Chcę nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą, akceptując siebie w pełni. Bo - pisałam już o tym - nie mogę zaakceptować siebie. Nie i już. Nie wiem, może mam słabość do piękna, niską samoocenę, albo Bóg wie co jeszcze, chociaż zapewne wszystko jednocześnie. Nie mogę pozwolić jednak, by jakieś czarne myśli przykryły słońce - nadzieję na lepsze jutro.

Tyle przede mną. Dzisiaj jest siedemnasty lipca. Siedemnastego września - będę piękna.

Wiem, że muszę coś zrobić. Teraz, koniecznie i już. Zaczynam ćwiczenia - waga? W sumie jest okej, 57 kg przy wzroście 170 nie prezentuje się tragicznie. Ale te mięśnie, takie wątłe, bez kształtu, zwisające. Boczki i tłuszczyk. Nie jest okej. Nie podobają mi się moje nogi - niegdyś długie i szczupłe. Teraz, przez chorobę gdzieniegdzie umięśnione za bardzo, mięśnie zaś mało ubite. Uda - dość masywne, skracają optycznie sylwetkę. Poza tym pośladki - pomimo, że są zgrabne, czuję, że brak im jędrności. Wiem, że to takie głupoty, które w rzeczywistości nic nie znaczą. Ale dobre samopoczucie rzutuje na naszą pewność siebie. A tego mi brakuje.

Od dzisiaj ćwiczę ostro. Znacie jakieś ćwiczenia, by poprawić sylwetkę?

4 komentarze:

  1. "Bo wiadomo, facet zostawi, przyjaciele odejdą, a to co jest w nas - pozostanie." piękne zdanie :)
    aerobiczna 3 weidera :) polecam super ćwiczonka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja właśnie z tym zdaniem cytowanym wyżej przez XYZ się nie zgadzam. Mam wiarę, żę jednak można spotkać tę miłość na całe życie, że trafiają się przyjaciele, którzy będą nam towarzyszyć przez wędrówkę po tym ziemskim padole.

    Bardzo dobrze, że się realizujesz w swojej pasji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. inwestycja w siebie jest najlepszą inwestycją. podziwiam twoją determinację. mi też przydałoby się trochę poćwiczyć,a wciąz brak mi silnej woli i przede wszystkim czasu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tego co piszesz to masz na tyle motywacji, że nie potrzebujesz żadnych wymyślnych ćwiczeń, żeby dojść do celu. Zwyczajne bieganie w połączeniu z Twoim samozaparciem sprawią, że będziesz wreszcie zadowolona z siebie chociaż z Twoją wagą i wzrostem dziwię się, że jeszcze coś może Ci się nie podobać ;) Ale jeśli ma Ci to poprawić nastrój i samoocenę to trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń