Moja obietnica, którą złożyłam w ostatnim poście nie została zrealizowana. Chyba natłok zajęć, zadań do zrealizowania nie pozwolił mi na to… Ale wciąż się nie poddaje, zwłaszcza, że przede mną kilka wolnych dni!
Zaplanowałam sobie mnóstwo pracy w tym również rozpoczęcie pisania licencjatu. Nie mam pojęcia, jak się za to zabrać, tego nie wiem, ale jeśli dzisiaj nie rozgryzę tego, nie ma szans, żebym wyrobiła się z pisaniem do końca czerwca.
Takie melancholijne te dni, wciąż czegoś brakuje, może to te liście spadające takie smutne są, sama nie wiem.
Piszę tą notkę już kolejny dzień...
Tak myślę, bo ta pogoda taka podobna była do tamtej niedzieli, też taka cieplejsza, acz wiosenna, ale nie było tak zielono jeszcze, zupełnie jak teraz już. I takie te zdania niepokorne są i tak kształtują się na postać Jego, na Jego postać, która tkwi w mej głowie od ponad pół roku. Bo jak wyrzucić go z serca, no jak?! I choć teraz dużo pracy, bo nauka, bo licencjat, bo projekty i posprzątać trzeba, bo jutro gości, na cmentarz też trzeba pójść, to ja siedzę i grzeje ręce od klawiatury, a myślami jestem przy Nim. I ciekawe co robi, co jadł dzisiaj i czy też lubi Michalinki z Solidarności? A może, nie mogę tego wykluczyć, w pubie siedzi ze znajomymi, albo z Nią, bo mógł ją spotkać przypadkiem, tak jak mnie. I przyszłam wtedy zanieść te pieprzone drożdżówki mojej babci, a coś wcześniej mi mówiło: No dalej, idź tam, idź! I babcia siłą mnie wepchnęła do tej szpitalnej sali numer jedenaście. Gdybym tam nie poszła, nigdy byśmy się nie spotkali.
Ja pamiętam, jak ja jeszcze niedawno nie mogłam się zabrać za swój licencjat. Zwlekałam i zwlekałam, aż w końcu wzięłam się w garść i w od 1 lipca miałam już wakacje :)
OdpowiedzUsuńNie wiem jak ja napiszę/zrobię niektóre projekty, a co dopiero myślenie o licencjacie...
OdpowiedzUsuńNiektórzy to wejdą do naszego życia i głowy, a potem nie da się ich wyrzucić. Musisz iść dalej.
Nic nie dzieje się bez przyczyny, widocznie tak musiało być. Może jest jakiś głębszy sens tego wszystkiego?
OdpowiedzUsuńA ja myślę, że w życiu nic się nie dzieje przez przypadek. Patrząc na moje życie dochodzę do wniosku, że wszystko się układa jak puzle, tylko widać to dopiero po jakimś czasie.
OdpowiedzUsuń