...nie ma słońca."
Nie sądziłam, że w ogóle tam pojadę. Ale jakoś tak wyszło, że byłam. Oszukały mnie dziewczyny, mówiąc że wracamy, więc początkowo byłam zmuszona zostać w Nowy Rok. Na szczęście z Sylwestra odebrał mnie brat. Na szczęście, bo chociaż tamten Rok witałam w płaczu, to ten Sylwester też nie należy do najbardziej udanych. No ale - wszystko przede mną, o tak! Pamiętacie tego kolesia, z którym byłam na weselu ostatnio? Był! Jak go zobaczyłam serce mi stanęło. Nie chciałam tego, wiedziałam, ze to spisek. Miałam dużo szczęścia, bo choć z facetów tylko on był singlem, to oprócz mnie - również singielki, była koleżanka ze studiów mojej koleżanki, u której zabawiłam. Moje opory widać były skuteczne, zwłaszcza, że usadzono nas koło siebie. Raz tylko poczułam jego rękę na moim kolanie, ale szybko ją zdjął, a ja odetchnęłam ulgą. Jestem całkowicie na nie w stosunku do niego. Zachowanie me, zapewne niegodne damy, sprawiło ostatecznie, że Nowy Rok witałam sama. Ruszyliśmy na rynek oglądać fajerwerki. Gdy wybiła 12 Frania-Kopciuszek została całkiem sama. Wszyscy (cóż się dziwić, sparowani przecież), jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęli się całować, a weselny kolega odnalazł uczucia w ramionach koleżanki mej koleżanki. Ja stałam sama, wśród osób nienależących do mnie już, bo choć znajomi, to tak naprawdę, że pomimo dzisiaj już jest 6 stycznia, to nikt z tych ludzi nie napisał do mnie, nawet z zapytaniem, czy dotarłam jakoś do domu. Poczułam się totalnie samotna, bo w sumie taka jestem. Wyobraźcie sobie jedną małą duszczykę pośrodku, a wokół wirujące i całujące się ciała. Nie było dla mnie miejsca na tej imprezie.
Szkoda, że ludzie, z którymi spędziłam liceum tak bardzo różnią się ode mnie. Nie wiem, dlaczego mnie zaprosili. W sumie mogłam cieszyć się spokojnym wieczorem przy komputerze.
Nie tylko oni się zmienili. Ja też. Żyję sama dla siebie. To jest błąd, wiem. Ciągle ginę gdzieś między uczelniami, w tym popłochu nic nie jest pewne. Nie mam punktu odniesienia, nie mam historii, do której mogę wracać, nie mam azylu, nie mam miejsca dla siebie. Jakbym nie miała domu. W ich oczach taka jestem. Niepewna, biedna, bez niczego. Ale przecież robię to, co kocham. Dlaczego czuję się gorsza?
Dziewyczyny mają ułożone życie. Praca, studia, facet. Ja stoję w kontraście do nich. To inny biegun. Nie żyję chwilą, martwię się o jutro, jakbym była samotną matką, mając ośmioro dzieciątek do wykarmienia. Nie jestem niezależna, jak typowe singielki. Nie jestem karierowiczką. Jestem biedną, szarą myszką z sercem wypełnionym marzeniami.
A Książę nie odpisał.
Sylwester był i minął. Zapomnij o tym i pomyśl jak będziesz go spędzać za rok. Też jestem singielką, czasem mi z tym lepiej, czasem gorzej. Obok mnie, wiele szczęśliwych par. No cóż nic nie poradzę. Czekam na mojego księcia.
OdpowiedzUsuńMagda-aivio
Pamiętaj Kopciuszku, że Ty również znajdziesz swojego Księcia, który na balu Cię zaczaruje! :) Teraz najważniejsze, to chyba odnaleźć swój azyl, miejsce, do którego będziesz chciała wracać.
OdpowiedzUsuńEch, tak to niestety bywa, wiem coś o tym. Kiedy drogi się rozchodzą i poznajemy mnóstwo ludzi, kiedy codziennie kształtują człowieka nowe wydarzenia i chwile, on zwyczajnie się zmienia. Nie zawsze na lepsze, niestety. Przez całe lata szkoły miałam zgraną paczkę ludzi z mojego otoczenia- można było z nimi "konie kraść"- tak myślałam wtedy. Dziś mam kontakt- sporadyczny- może z dwiema osobami zaledwie...
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, żebyś czuła, że jesteś w dobrym miejscu, że robisz to, o czym zawsze marzyłaś, że się spełniasz:) A Książę jeszcze przyjedzie, i to na cudnym białym koniu- zobaczysz:)
Jeśli zaprosili Cię na imprezę to nie powinni Cię tak potraktować. I nie ma znaczenia czy jestem singlem na imprezie czy nie, skoro imprezujemy całą paczką to jesteśmy wszyscy razem. Współczuje Ci , że musiałaś to przeżyć bo domyślam się jak się czułaś. Ale na Twoim miejscu odpuściłabym sobie takich znajomych.
OdpowiedzUsuńWszystko się jeszcze ułoży. ; )
OdpowiedzUsuńJakbym czytała o sobie. Też czuję się takim odludkiem, bo ja jakoś ułożyłam sobie życie i wiedzie mi się ok a moim znajomym nie. Ich nudzi, czy może wkurza, moja stabilizacja życiowa. Dlatego nie mam przyjaciół i nawet jest mi z tym dobrze. Wygadać zawsze mogę się na blogu ;))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę miłego dnia.
Tak nawiązując do Twoich słów 'żyję sama dla siebie" ---> nie koniecznie. Nawet Fiolka w swoim utworze śpiewa --> 'żyjesz nie tylko dla siebie" :) Przecież gdzieś czeka na Ciebie Twój książę:) I mówię to ja - również singielka od jakiegoś czasu:D
OdpowiedzUsuńA ja jestem rudą Ovcą i uwierz mi, mamy wiele wspólnego:)
Uściski.
Rozchełstana.
feelsoclose.blog.onet.pl
Frania w wieku 21 lat Ty nawet nie próbuj mieć ułożonego życia ;P Bądź sobą i nic nie zmieniaj, a najbardziej nie przyspieszaj swego życia, ono niech toczy się własnym torem i tempem.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z tym, co napisała Żona Męża.
OdpowiedzUsuńA skad ja znam to uczucie, że znajomi sparowani, jakoś zapominają o innych. Ale po części trzeba ich zrozumieć, mają już inne życie. Swoje życie...
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony, jeżeli zostałaś zaproszona na takową imprezkę, nie powinni Ciebie "opuszczać". Powinni dbać byś czuła się dobrze...
Pozdrawiam
marzenia sa piekne one sa bardzo wazne w mlodosci , kazdy czlowiek jest inny jestes singielka i wcale nie musisz byc niezalezna i dazyc za wszelka cene do kariery, bycie marzycielka to jest piekne ;) moje-szaro-rozowe-zycie.blog.onet.pl
OdpowiedzUsuń