piątek, 6 stycznia 2012

"Gdzieś na dnie, to tu gdzie jestem...

...nie ma słońca."


Nie sądziłam, że w ogóle tam pojadę. Ale jakoś tak wyszło, że byłam. Oszukały mnie dziewczyny, mówiąc że wracamy, więc początkowo byłam zmuszona zostać w Nowy Rok. Na szczęście z Sylwestra odebrał mnie brat. Na szczęście, bo chociaż tamten Rok witałam w płaczu, to ten Sylwester też nie należy do najbardziej udanych. No ale - wszystko przede mną, o tak! Pamiętacie tego kolesia, z którym byłam na weselu ostatnio? Był! Jak go zobaczyłam serce mi stanęło. Nie chciałam tego, wiedziałam, ze to spisek. Miałam dużo szczęścia, bo choć z facetów tylko on był singlem, to oprócz mnie - również singielki, była koleżanka ze studiów mojej koleżanki, u której zabawiłam. Moje opory widać były skuteczne, zwłaszcza, że usadzono nas koło siebie. Raz tylko poczułam jego rękę na moim kolanie, ale szybko ją zdjął, a ja odetchnęłam ulgą. Jestem całkowicie na nie w stosunku do niego. Zachowanie me, zapewne niegodne damy, sprawiło ostatecznie, że Nowy Rok witałam sama. Ruszyliśmy na rynek oglądać fajerwerki. Gdy wybiła 12 Frania-Kopciuszek została całkiem sama. Wszyscy (cóż się dziwić, sparowani przecież), jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęli się całować, a weselny kolega odnalazł uczucia w ramionach koleżanki mej koleżanki. Ja stałam sama, wśród osób nienależących do mnie już, bo choć znajomi, to tak naprawdę, że pomimo dzisiaj już jest 6 stycznia, to nikt z tych ludzi nie napisał do mnie, nawet z zapytaniem, czy dotarłam jakoś do domu. Poczułam się totalnie samotna, bo w sumie taka jestem. Wyobraźcie sobie jedną małą duszczykę pośrodku, a wokół wirujące i całujące się ciała. Nie było dla mnie miejsca na tej imprezie.
Szkoda, że ludzie, z którymi spędziłam liceum tak bardzo różnią się ode mnie. Nie wiem, dlaczego mnie zaprosili. W sumie mogłam cieszyć się spokojnym wieczorem przy komputerze.
Nie tylko oni się zmienili. Ja też. Żyję sama dla siebie. To jest błąd, wiem. Ciągle ginę gdzieś między uczelniami, w tym popłochu nic nie jest pewne. Nie mam punktu odniesienia, nie mam historii, do której mogę wracać, nie mam azylu, nie mam miejsca dla siebie. Jakbym nie miała domu. W ich oczach taka jestem. Niepewna, biedna, bez niczego. Ale przecież robię to, co kocham. Dlaczego czuję się gorsza?
Dziewyczyny mają ułożone życie. Praca, studia, facet. Ja stoję w kontraście do nich. To inny biegun. Nie żyję chwilą, martwię się o jutro, jakbym była samotną matką, mając ośmioro dzieciątek do wykarmienia. Nie jestem niezależna, jak typowe singielki. Nie jestem karierowiczką. Jestem biedną, szarą myszką z sercem wypełnionym marzeniami.

A Książę nie odpisał.

11 komentarzy:

  1. Sylwester był i minął. Zapomnij o tym i pomyśl jak będziesz go spędzać za rok. Też jestem singielką, czasem mi z tym lepiej, czasem gorzej. Obok mnie, wiele szczęśliwych par. No cóż nic nie poradzę. Czekam na mojego księcia.
    Magda-aivio

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętaj Kopciuszku, że Ty również znajdziesz swojego Księcia, który na balu Cię zaczaruje! :) Teraz najważniejsze, to chyba odnaleźć swój azyl, miejsce, do którego będziesz chciała wracać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech, tak to niestety bywa, wiem coś o tym. Kiedy drogi się rozchodzą i poznajemy mnóstwo ludzi, kiedy codziennie kształtują człowieka nowe wydarzenia i chwile, on zwyczajnie się zmienia. Nie zawsze na lepsze, niestety. Przez całe lata szkoły miałam zgraną paczkę ludzi z mojego otoczenia- można było z nimi "konie kraść"- tak myślałam wtedy. Dziś mam kontakt- sporadyczny- może z dwiema osobami zaledwie...
    Najważniejsze, żebyś czuła, że jesteś w dobrym miejscu, że robisz to, o czym zawsze marzyłaś, że się spełniasz:) A Książę jeszcze przyjedzie, i to na cudnym białym koniu- zobaczysz:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli zaprosili Cię na imprezę to nie powinni Cię tak potraktować. I nie ma znaczenia czy jestem singlem na imprezie czy nie, skoro imprezujemy całą paczką to jesteśmy wszyscy razem. Współczuje Ci , że musiałaś to przeżyć bo domyślam się jak się czułaś. Ale na Twoim miejscu odpuściłabym sobie takich znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystko się jeszcze ułoży. ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakbym czytała o sobie. Też czuję się takim odludkiem, bo ja jakoś ułożyłam sobie życie i wiedzie mi się ok a moim znajomym nie. Ich nudzi, czy może wkurza, moja stabilizacja życiowa. Dlatego nie mam przyjaciół i nawet jest mi z tym dobrze. Wygadać zawsze mogę się na blogu ;))
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak nawiązując do Twoich słów 'żyję sama dla siebie" ---> nie koniecznie. Nawet Fiolka w swoim utworze śpiewa --> 'żyjesz nie tylko dla siebie" :) Przecież gdzieś czeka na Ciebie Twój książę:) I mówię to ja - również singielka od jakiegoś czasu:D

    A ja jestem rudą Ovcą i uwierz mi, mamy wiele wspólnego:)

    Uściski.

    Rozchełstana.
    feelsoclose.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Frania w wieku 21 lat Ty nawet nie próbuj mieć ułożonego życia ;P Bądź sobą i nic nie zmieniaj, a najbardziej nie przyspieszaj swego życia, ono niech toczy się własnym torem i tempem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z tym, co napisała Żona Męża.

    OdpowiedzUsuń
  10. A skad ja znam to uczucie, że znajomi sparowani, jakoś zapominają o innych. Ale po części trzeba ich zrozumieć, mają już inne życie. Swoje życie...
    Z drugiej strony, jeżeli zostałaś zaproszona na takową imprezkę, nie powinni Ciebie "opuszczać". Powinni dbać byś czuła się dobrze...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. marzenia sa piekne one sa bardzo wazne w mlodosci , kazdy czlowiek jest inny jestes singielka i wcale nie musisz byc niezalezna i dazyc za wszelka cene do kariery, bycie marzycielka to jest piekne ;) moje-szaro-rozowe-zycie.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń