Starość jest okropna. Nawet dzień pełen radości i słońca może zostać przysłonięta przez gorzkie chmury cierpienia. Kiedy wczoraj pojechaliśmy do dziadka, ten siedział sobie na krześle pod orzechem koło domu. Bez uśmiechu, nadziei, radości. Przypomniało mi sie, jak żyła jego matka, czy moja prababcia - ona również siedziała sobie przed domem, bo w ładny dzień dziadkowie ją wyprowadzali i z "pałeczką" z kija, zamiast laski, przybywała na dworze. Dziadek wtedy był pełen sił i zdrowia, ha!, przecież on nigdy nie chorował. To już ponad pół roku, jakoś tak od grudnia zaczął się gorzej czuć, a dzisiaj nawet nie może usiedzieć godziny w jedej pozycji, bo wszystko boli. Codzienne krwawienia, nerwy (zawsze był nerwowy, wszystko robił szybko, sprawnie i wpowadzał życie, taki swoisty pęd i zawsze każda robota przy nim szła szybko), specjalna dieta, humory dziadka, marudzenie - to wszystko spadło na babcię. Poza tym pole, pole i dużo pola, które i tak w połowie nie jest uprawiane już, to jednak wciąż jest roboty do groma. Dziadek dostaje obiady pod godzinę, złości się na babcię w każdej chwili o byle co, nawet o to, że chciała pojechać do sklepu po herbatę, albo że kupiła mu banany. Dodam, ze sklep jest daleko, kilka kilometrów od domu, a fakt, że dziadek nie jest w stanie nawet chodzić powoduje, że są kłopoty z zakupami, bo babcia nie prowadzi auta. Mi też się dostało, bo chciałam umyć drugie okno - dziadek krzyknął na mnie, że aż mi świeczki stanęły w oczach. Staram się to wszystko rozumieć, boję się o kolejne dni, bo widzę, że z dziadkiem coraz gorzej jest. Wiem, że on się w tym nie odnajduje, bo zawsze wszystko sam ogarniał, zawsze miał pełne ręce roboty, praca była jego radością i sensem życia, a fakt, że inni robią coś na polu, a on siedzi albo leży jest dla niego szalenie bolesny. Dziadek nie pogodził się z chorobą. Zresztą, wcale mu się nie dziwię...
Chciałam jechać na kilka dni pomóc babci, ale boję się tam zostać. Boję się tych nerwów, tego bólu... ale może czas się wziąć w garść i zobaczyć, jak smakuje cierpienie innych i ta cholerna bezradość...?
Ech, bardzo przykra sytuacja. Dziadkowi ciężko pogodzić się z tym, że nie jest już tak sprawny, jak dawniej, stąd pewnie również jego zły humor, ale trzeba starać się to zrozumieć. Bardzo ciężko jest patrzeć, gdy nasi ukochani dziadkowie chorują, mają kłopoty ze zdrowiem. Pamiętam, jak osiem lat temu moja babcia miała udar- jak bardzo się o nią baliśmy, ile łez wylaliśmy. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
OdpowiedzUsuńKochana, dużo siły! Wspieram i prztulam:*
Ja szalenie wierzę w cuda i chociaż ratunku nie ma, to mam nadzieję, że dziadek stanie się spokojniejszy i przeżyje jeszcze wiele ciepłych chwil w życiu :) Cieszę się, że Twoja babcia wyzdrowiała, mam nadzieję, że u mnie będzie podobnie.
UsuńJestem pewna, że tak będzie;* Trzymam kciuki:*
UsuńSama latami przerabialam taka sytuacje w domu.Dziadek jest zly sam na siebie i frustracje przelewa na innych.Pomoz babci,ma swoje lata.
OdpowiedzUsuńNa pewno będę pomagać, ale zastanawiam się, czy zdołam udzwignąć to duszą - te cierpienia. Z drugiej strony, zawsze jej ulżę: i fizycznie (w polu), i duchowo (ktoś zawsze będzie).
UsuńDasz radę:)
UsuńTo co opisujesz jest mi bardzo dobrze znane. Zostałam przez dziadków wychowana. Starzenie się i zapadanie w chorobę u mojego dziadka wyglądało tak samo. Czasem brakło mi cierpliwości i kłóciłam się z nim. Nawet tydzień przed jego śmiercią. Minęły już 3 lata, a wciąż za nim tęsknię, śnię o nim i żałuję tej kłótni jak niczego innego na świecie. Życzę Ci dużo siły, i Twojemu dziadkowi również:)
OdpowiedzUsuńDziękuję za słowa wsparcia :)
UsuńTo prawda, wypowiedzianych słów nie da się cofnąć, lepiej więc tlumić emocje i starać się zrozumieć.
Byłam przy odchodzeniu mojego dziadka, choć minęło tyle lat wciąż nie mogę się z tym pogodzić... Teraz patrzę na moją babcię, z niepokojem śledzę jej każdy krok,boję się,że odejdzie, a jeszcze tylu rzeczy mi nie powiedziała. Choć z drugiej strony jej starość i choroby bywają uciążliwe, czasem nie daję rady, i mam o to do siebie olbrzymie wyrzuty sumienia...
OdpowiedzUsuńChyba nie da się tak po prostu pogodzić ze stratą bliskich osób :(
UsuńChyba dziadek nie umie sobie poradzić z chorobą, skoro piszesz, że sam sporo wcześniej robił... Nie dziwię się, że nie chcesz zostać u dziadków, ale dobrze, że rozumiesz, dlaczego dziadek tak się zachowuje, chociaż nie powinien. Zdrowia dla Twojego dziadka i siły dla Ciebie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za słowa wsparcia ;*
UsuńTak naprawdę to jedyną osobą, która ma prawo narzkać, to babcia, bo obowiązki spadły na nią. Musi nie tylko "robić za dwóch", ale także znosić humory dziadka. Także te 'siły' kieruję do babci :)
dziadek na pewno nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości i stąd ta frustracja. nie dziwię mu się,aczkolwiek z boku na to patrząc trzeba morza cierpliwości osobom,które są blisko niego. w szczególności babci. jedź,pomóż jej,fizycznie i psychicznie,niech poczuje,że nie jest w tym wszystkim sama,myślę,że będzie to dla niej bardzo ważne. nie patrz na siebie,na swoje cierpienie,może jakoś je przełkniesz,a jej na pewno ulżysz swoją obecnością... ja bym tak postąpiła. przytulam Cię mocno i życzę dużo siły,bo to bardzo trudna sytuacja :((
OdpowiedzUsuńNa pewno nie poddam się, zresztą jestem twardzielem, więc muszę dać radę. Pojadę do nich, przecież nie muszę tam spać, wystaczy, jak będę tam za dnia...
Usuńdzielna dziewczynka... jestem z Ciebie dumna,moja twardzielko :)
Usuńznam cierpienie starszych osób, moja rodzina ogółem się starzeje same choroby żadnych wesel, narodzin, starość jest przerażająca ale z czasem człowiek się z nią godzi
OdpowiedzUsuńNiestety u mnie jest tak samo... :( Ach, tak chciałabym jakieś wesele!
UsuńNie wiem dlaczego, ale mój komentarz zniknął... :(
OdpowiedzUsuńNie mam pojęcia, co się dzieje... :/
Usuń