Marzyłam o Krakowie. Piękne miasto, niezwykle klimatyczne, atystyczne... dla takiej duszy jak ja. Marzyłam o architekturze. Moje marzenia szybko prysły. Wybrałam najbliższe miasto, studia humanistyczne, "nieprzyszłościowe". Wówczas wydawało mi sie, że to najlepszy wybór. Maturę zdałam bardzo dobrze, z braku laku wybrałam najbardziej popularny kierunek. Chciałam być dziennikarką polityczną. Nie porzuciłam swych artystycznych zapędów, bo rok później zapisałam się na kurs rysunku i malarstwa, a po drugim roku zdawałam do instytutu artystycznego.
Jest nas czworo (wnuczków wspominanego tutaj dziadka): dwie dziewczyny i dwóch chłopów. Ja się urodziłam pierwsza, później moj brat, kuzyn i kuzynka. Między nami jest niewielka róźnica wieku - 90. 91. 92. 94. Obecnie nasza trójka studiuje na 2 roku (od września 3), a kuzynka idzie na studia. Kiedy my wybraliśmy studia najbliższe domu, na kiepskiej uczelni, nasze kuzynostwo rozjechało się w Polskę. Cóż, Warszawa i Kraków to jednak chluba. Było mi strasznie przyrko, że nie zrealizowałam marzenia o pięknym Krakowie.
Fakt, że moja kuzynka dostała się do Krakowa nieco mnie przybił. Czuję się gorsza, zwłaszcza, że kuzyn wyraźnie mi uświadamia, że po kierunku artystycznym nie ma pracy. Gdy stwierdziłam, że mój chrześniak będzie artystą, usłyszałam: "oby nie".
Nie wiem dlaczego, ale automatycznie starciłam grunt pod nogami. Boję się jutra, boję się o siebie, boję się, że niczego nie osiągnę. Czuję się skreślona. Nie uczyłam się nigdy źle. W indeksie też mam niezłe oceny. No dobra, teraz nieco gorsze, ale na semestr miałam średnią 4,3! Ale dla ciotki jakiejś tam i tak mój kuzyn będzie geniuszem, mimo że ma poprawki i warunek. Bo przecież on studiuje w Warszawie.
Z jednej strony mi strasznie przykro, ale z drugiej czuję przypływ siły i chęć pokazania na co mnie stać. Brakuje mi motywacji i czasu, ale gdyby udało mi się poprawić umiejętności w wakacje, byłabym szczęśliwa. W sumie mogłabym studiować i matematykę na UW, ale po co, skoro mnie to nie kręci. Mogłabym mieć też dobre stopnie na matmie, ale też nie widzę w tym sensu - przecież nauka nie byłaby przyjemnością. Obecnie robię to, co kocham. Może nie znajdę pracy tak dobrze płatnej, jak oni, ale marzę o tym, by pracować w zawodzie. Chciałabym, nigdy nie tracić wiary w to, co robię. Może nie mam się czym chwalić, moje prace niczym się nie wyróżniają... ale w nich jestem przecież ja.
Uczelnia o niczym nie świadczy. Nieliczne kierunki dają naprawdę wartościowe wykształcenie i pewną pracę.
OdpowiedzUsuńJa właśnie kończę inżynierkę na informatyce, na najlepszym wydziale uczelni, która jest 3 w rankingu uczelni technicznych w Polsce. No i cóż, marne te studia. Na razie nie wybieram się na magisterkę.
Nie wiem co studiuje Twoje kuzynostwo. Architektura w Krakowie jest raczej słaba, bo to tylko Politechnika Krakowska - to jest akurat prawda, bo mam znajomych po architekturze i wiem jak wypadają uczelnie w niezależnych konkursach i na jakim poziomie stoją z obecnymi technologiami. Nie mówiąc o tym, że złoty okres dla architektów skończył się już kilka lat temu. W dużych miastach trzeba mieć farta lub niesamowite umiejętności, żeby się wybić.
Nie każdy kierunek, który daje tytuł "inż" daje Ci szanse na dobrą pracę. Wciska się kit, że brakuje inżynierów, ale nie mówi się, że tych nielicznych dziedzin. Osoba, która skończyła chemię, geologię czy ochronę środowiska jest na podobnym miejscu w zawodach o pracę, co osoba po politologii.
Do tego jest niż demograficzny, a uczelnie się zabijają o studentów. Łatwiej jest się dostać, więc spada jakoś studentów, poziom wiedzy i umiejętności, poziom kształcenia.
Matematyka też nie jest świetnym kierunkiem. Co potem? Bycie nauczycielem? Praca w banku, o ile by przyjęli?
To tak na pocieszenie, że studia o niczym nie świadczą! Wciąż możesz mieć lepszą przyszłość niż kuzynostwo, tylko musisz zawalczyć ;)
Dokładnie tak... sama na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że studia o niczym nie świadczą. Miałam przyjemność studiować w Szkole zawodowej oraz na Uniwersytecie Medycznym... ani z jednego, ani z drugiego zbyt wiele nie wyniosłam... Tak naprawdę wszystkiego człowiek uczy się w pracy, nabiera doświadczenia z czasem... :)
UsuńMój brat studiuje informatykę, programuje ma ciągłe zlecenia i jest zadowolony. Dlaczego uwżasz, że Twoje studia są marne?
UsuńTo prawda, studia może zrobić każdy, to jest przerażające...
I to jest sęk - muszę znaleźć pracę :)
W życiu najważniejsze jest to, by robić to co się lubi, to co sprawia nam przyjemność, by każdego ranka budzić się i czerpać radość z tego co się robi... nawet kosztem mniejszej pensji. Nie patrz na to, co mówią inni, rób swoje, bylebyś to Ty była szczęśliwa i czuła się spełniona... ;)
OdpowiedzUsuńStaram się, by tak było - chcę robić to, co kocham! :)
UsuńKasiu, masz 100% racji;) Myślę dokładnie tak samo;)
Usuńkochana,najważniejsze,że robisz to,co kochasz,a przyszłość zweryfikuje wszystko. nigdy nie wiesz,jak się potoczą Twoje zawodowe losy,tak samo jak Twoje kuzynostwo. często jest tak,że dany kierunek na dzień dzisiejszy wydaje się bardzo przyszłościowy,ale nie zapominajmy,że studia trwają aż 5 lat,więc wiele może się w tym czasie zmienić. rób swoje,realizuj swoje pasje i nie czuj sie gorsza,bo nie ma nic gorszego niż porównywanie się z innymi. zawsze będą lepsi i gorsi od nas. ale ważne,by ci lepsi nas motywowali,nie dołowali.
OdpowiedzUsuńChyba bywam zazdrosna. Masz rację, ważne, by się dać sto procent z siebie, niezależnie co myślą inni. A ci lepsi - niech motywują.
UsuńÓwcześnie nieliczne studia gwarantują znalezienie pracy. Oceny nie odzwierciedlają faktycznych umiejętności, a na to zwracają uwagę pracodawcy. Nie ważne gdzie kończysz studia, ale to czy poradzisz sobie w dorosłym życiu po odebraniu dyplomu!!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że uda mi się znaleźć satysfakcjonującą mnie pracę.
UsuńNa początek będziesz się cieszyć jeśli znajdziesz jakąkolwiek.
UsuńJakąkolwiek już mam :)
UsuńNieważne co się studiuje, nieważne gdzie się studiuje, najważniejsze co się z tego wynosi. I to jest najważniejsze. Nie oceny, nie prestiż, a realne umiejętności i pasja do tego co się chce robić.
OdpowiedzUsuńMoje studia są pasją i wiem, co chcę robić, teraz pozostaje mi udoskonalać umiejętności i to robić :)
Usuńzgadzam się z poprzedniczkami żadna szkoła żadne oceny nie gwarantują znalezienia pracy, więc nie ważne gdzie co się studiuje, czego się uczy trzeba potem sobie poradzić w dorosłej rzeczywistości, a najczęściej to jest loteria, trochę szczęścia i samozapału
OdpowiedzUsuńNiestety z tym szczęściem masz rację...
UsuńSwojego czasu miałyśmy podobne marzenia- też myślałam o studiach w Krakowie, ale potem życie napisało swój scenariusz, zresztą, bardzo pozytywny, i ostatecznie wylądowałam w jednym z dużych miast Polski, gdzie udaje mi się realizować pasje i marzenia, choć też nie jest łatwo.
OdpowiedzUsuńKochana, po pierwsze- to Twoje życie i Twoje marzenia, które spełniasz. Nie pozwól, żeby ludzkie gadanie, choćby i wynikające z życzliwości, pozbawiło Cię satysfakcji z tego, ile Ci się już udało;) Przecież wkładasz w studia masę ciężkiej pracy, nie wiem, dlaczego tylu ludziom zdaje się, że na kierunkach artystycznych nic się nie robi, a nauki tam już w ogóle jest najmniej- to nieprawda. Musisz wierzyć w siebie, w to, że wybrałaś swoją drogę, na której się spełniasz- jeśli to czujesz i lubisz, to uwierz, nieważne, co myślą inni.
Głowa do góry!:):*
Ja też nie studiuje w wielkim mieście w mega dobrej uczelni. Jestem na studiach humanistycznych. Wiem, że z pracą będzie ciężko, ale doceniam to, że teraz jestem blisko rodziny, na studiach poznałam wspaniałych ludzi, czuje się sobą i nie trace kasy na życie w Warszawie. A czy studiowałabym pedagogikę na UW czy na moim UPH, nic by to nie zmieniło w perspektywie znalezienia pracy. Także niczym się nie martw, jesteś świetną dziewczyną.
OdpowiedzUsuńZastanawiam się czasem czy jakbyśmy nie mieli żadnych "oporów" i wierzyli w siebie na 100 % to czy bylibyśmy w stanie spełnić wszystkie swoje marzenia? Samą mnie wiele w życiu rzeczy ominęło przez strach właśnie. Co by było jakbym wtedy się uparła i postawiła na swoim?
OdpowiedzUsuń