poniedziałek, 2 grudnia 2013

Nowa praca

Znów nie było mnie ponad tydzień. Żyję. Całą sobą żyję. Mam niewiele czasu, zajęcia są tak długie, że wracam do domu między 21 a 22. Oczywiście nie żałuję decyzji o dojazdach. Cieszę się z tego nawet takim kosztem.
Zaległości na uczelni mam masę. Najgorszy jest angielski, który bardzo mnie prześladuje. Poza tym wydaje mi się, że ze wszystkim jestem w tyle. Na co dzień nie mam kiedy nadrabiać, a weekendy są zazwyczaj zarezerwowane dla P. i rodziny. Muszę jakoś się sprężyć, bo nie powiem, chciałabym już obrobić się z większością rzeczy do świąt. Mam nadzieję, że mi się uda, ale potrzebuje motywacji.
Czuję bałagan. W sercu niestety też. Ale wszystko to kwesta czasu i samozaparcia, bo chęci są.

Z racji tego, że P. się rozchorował, swoją drogą, ja go zaraziłam, nie widzieliśmy się od czwartku. Teraz uniemożliwa nam spotkanie się choroba, wcześniej - praca. Pomimo, że dla Niego wiele rzeczy doczesnych stoi niżej w hierarchii wartości (np. praca) to, o dzwiwo!, wiele się w tej kwestii zmienia. Co prawda, nie zawsze na lepsze, ale wierzę, że owe lepsze jeszcze nastąpi.
Dla Niego praca jest tylko pracą. Ja mam zupełnie inne założenie. Studiując drugi kierunek marzę o pracy w zawodzie, zwłaszcza, że moje studia są też moją pasją. On ma inne podejście do tego. Gdy nadarzyła się okazja zmiany pracy, wykorzystał to, chociaż praca jest za gorsze pieniądze i nie w Jego fachu. Przynajmniej jest w cieple i na normalną umowę. Uważam, że pomimo, iż pracuje krócej (od 8-12 godzin) to jest bardziej męcząca. W poprzedniej pracował 19 godzin, ale miał dwa dni wolne po pracy. Również mógł pisać do mnie w czasie jej trwania, a teraz nawet nie ma chwili, by zadzwonić. Wiem, że ta praca jest przejściowa, ale nie podoba mi się - tzn. obecnie mam dziwne odczucia, np. w kwestii godzin pracy, które się zmieniają. On czuje podobnie, dlatego podjął decyzję - jeśli grafik na najbliższy miesiąc nie będzie mu odpowiadał i uniemożliwi nam spotkania, zrezygnuje z niej. Tylko ciekawe, co dalej...?

Jego wymarzona praca staje się rzeczywistością, ale bardzo, bardzo powoli. Martwię się o Niego, bo nie chcę, by praca była tylko pracą - chcę, by sprawiała Mu radość.

Wierzę, że to się jakoś ułoży.


P.S.
Ostatnia sprawa ułożyła się pomyślnie. Na szczęście wyszło na moje - nie ustąpiłam Mu. Zrozumiał i doszliśmy do porozumienia. :)

6 komentarzy:

  1. Jakoś uda Ci się wszystko ogarnąć. I wszystko się ułoży:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystko się dobrze ułożyło i na pewno będzie tak nadal.

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystko z czasem jakoś się poukłada :)
    3 majcie się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieszkam z osobą, której pasja stała się pracą. Ja podchodzę do tego inaczej - jest tyle ciekawych rzeczy w życiu, że praca to tylko środek, a nie cel sam w sobie. Jasne, że chcę by była jak najfajniejsza, bo w końcu spędzamy w niej sporą część naszego życia, ale stale powtarzam, że mogę robić cokolwiek, bo nie o pracę w życiu chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. powoli wszystko się ułoży, a praca z czasem może stać się tym co nas interesuje ;)

    OdpowiedzUsuń