wtorek, 26 marca 2013

Złe wieści

Wszystko totalnie się pokomplikowało. Nie wiem, od czego się zaczęło... ale chyba od tego, że babcia wylądowała w szpitalu. Niestety nadal z nią nie jest najlepiej, chociaż po tygodniu wyszła do domu. Ma problemy z ciśnieniem i sercem, a niedotlenienie mózgu poprzez słabe tętnice powoduje zanikanie pamięci - bardziej taką dezorientację ze spraw bieżących, no i migreny. Miejmy nadzieję, że to minie i babcia wróci do formy. Niestety dom jest głownie na jej głowie. Nie dość, że zajmuje się wnukiem (lat 3,5), to jeszcze ma na głowie swoją siostrę starszą o kilka lat i jakoś ostatnio się nie dogadują... :( Oczywiście mieszka z synem i synową, syn ma co prawda inne obowiązki w domu, ale pomaga, a po 15 jego żona wraca z pracy i obejmuje ster. Mimo to, najbardziej przeraża mnie fakt, że ich dom jest domem otwartym. Wiele osób przychodzi, siedzi (całymi dniami!) u nich, jedzą obiady, śniadania, kolacje i czuje się, jak u siebie w domu. Ja wiem, że trzeba być życzliwym i tak dalej, ale chyba jest jakaś granica przyzwoitości. Oni nie mają własnego życia, ale o tej całej sytuacji napiszę kiedy indziej.
Inna sprawą jest fakt, że mój brat nie zdał sesji. Nie tylko tej głównej, ale też poprawkowej. Czeka go tzw. "warunek", który kosztuje jakieś 400 zł.
A nasza sytuacja finansowa nie rysuje się tak kolorowo. Tata stracił pracę w czwartek. Nastąpiły masowe zwolnienia w jego firmie i cóż, żadne z nas nie spodziewało się takiej decyzji, nawet on sam.
Do tego wszystkiego zachorowałam na grypę czy coś takiego i chociaż dzisiaj już lepiej się czuję, to nadal mnie męczy katar i ból głowy. Jakieś dwa tygodnie temu, może więcej, borykałam się z bólem brzucha w dolnej części po prawej stronie. Ból przeszedł po 5 dniach, więc do lekarza się nie zapisałam. Teraz się obawiam, że jednak to było nieodpowiedzialne, bo w piątek powinnam dostać okres (zawsze miałam go, jak w zegarku), a ten się spóźnia. Co prawda dopiero piątą dobę, ale może to stres?

Zaliczyłam plener na 5! Mogę oddać wreszcie indeks do dziekanatu. :)

14 komentarzy:

  1. eh nieszczęścia chodzą parami ? A chyba raczej stadami...
    Jak się wali to się wali po kolei.
    Trzymam kciuki żeby Wasza sytuacja szybko się polepszyła!
    A ty zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i gratuluję czystego konta ;-) nie ma jak pozbyć się indeksu i odetchnąć :)

      Usuń
    2. Dzisiaj jest mi zdecydowanie lepiej :)

      Usuń
  2. Tyle się złego dzieje, że to pewnie przez stres.

    Powodzenia, niech od teraz wszystko się powoli układało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze może być gorzej, więc nie można skupiać się na samych przeciwnościach :).

      Usuń
  3. Kurczę, jak się wali, to wszystko po kolei, ech...
    Kochana, dużo siły! Trzymam mocno kciuki za zdrowie Babci i za Tatę- na pewno znajdzie pracę, nie może być inaczej;)
    A Ty postaraj się nie stresować:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieje, że szybko rozwieją się te czarne chmury.
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jest , że jak się wali to wszystko na raz. Ale po takim okresie zwykle przychodzi moment, że szczęście zaczyna się do nas uśmiechać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na tą chwilę, cóż, może z wiosną przyjdzie uśmiech?

      Usuń
  6. strasznie mi przykro, że to wszystko tak Ci się zwaliło na głowę. ostatnio też mam podobne problemy związane z utratą pracy przez bliską osobę. Ty i tak widzę, jesteś optymistką i starasz się kłopotami nie przejmować. fajnie, bo w sumie i babcia i tata i brat oczekują raczej wsparcia niż łez nad nimi. bóle brzucha pewnie przez nerwy. trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tego optymizmu mi brakuje, ale staram się jak mogę. Szczerze mówiąc to w życiu łatwiej mi jest kierować się optymizmem, bo tutaj, na blogu, pozwalam sobie na płacz, smutki i żal. Musicie mi to wybaczyć :)

      Usuń