czwartek, 18 kwietnia 2013

Niekończące się szpitale

Nie zdarzyłam jeszcze odpisać na wcześniejsze komentarze, ale zrobię to wkrótce. Tymczasem opowiem Wam, co się u mnie dzieje.

Każdego dnia budzę się z myślą, że jest beznadziejnie. Problemy zaczęły mnie przytłaczać, więzić. Nie umiem ich rozwiązywać, uciekam od nich, ale one wracają ze zdwojoną mocną. Myślę sobie, że gorzej być nie może, że to się już niedługo skończy, że wzejdzie słońce, będzie pięknie. Budzę się kolejnego dnia i okazuje się, że jednak może być jeszcze gorzej.

W niedzielę dziadka zabrało pogotowie. Miał krwotok. Wcześniej też krwawił, ale się nie przyznał babci. Nie wiem, dokładnie, co mu jest. Jutro wrócę do domu i na pewno się dokładnie wywiem, chociaż jeszcze czekamy na wyniki badań, które wysłano do Warszawy. Póki co wiadomo, że ma jakiegoś guza w jelicie. Oby to nie było nic poważnego... Dziadek ostatnio kiepsko wyglądał, zaczął się leczyć na serce i tarczycę. W takim stanie widzę go od stycznia, wcześniej dziadek był zdrowy, prężny, teraz nie mogę go poznać...
Wczoraj wieczorem babcię zabrali do szpitala, bo miała paraliż twarzy, utratę mowy - wszystko przez problemy z ciśnieniem i sercem. Przed świętami wróciła ze szpitala, a teraz znów karetka ją zabrała. Siedzieliśmy na Izbie Przyjęć jakieś 3-4 godziny, o 1.00 w nocy wróciliśmy do domu.

Dzisiaj mam lepszy humor, może to słońce, może ulubione zajęcia? Może niegasnąca nadzieja? Nie wiem...

Zmykam gotować obiad, niedługo pędzę do szpitala w odwiedziny.

4 komentarze:

  1. O, kurczę. Kochana, trzymaj się! Nadziei tracić nie wolno, na pewno wszystko będzie dobrze. Dużo zdrówka dla Dziadka i nie daj się:*
    Trzymam kciuki!:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzę Ci dużo siły. Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety dziadek ma przerzuty do wątroby, a fakt, że ma zaawansowaną tarczycę nie pozwala na wykonanie narkozy i tym samym operacji :(

    OdpowiedzUsuń
  4. dużo zdrówka dla dziadków,mam nadzieję,że będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń