sobota, 6 kwietnia 2013

Relacje z mamą

Święta minęły szybko, niestety nie były takie spokojne, jak chciałam, ale na szczęście mam to już za sobą. Wielkanocny Poniedziałek spędziliśmy w domu, można powiedzieć, że każdy sobie, więc nawet nie spadła na mnie żadna kropla wody, no chyba że w drodze na Mszę.

Chciałabym Wam o czymś opowiedzieć. To będzie dość intymna notka o pewnych relacjach.
Od 4 lat nie mieszkam w domu od poniedziałku do piątku, zaś w weekendy wracam z miasta, w którym studiuję do prawdziwego domu. Jednak jak się okazuje, prawdziwy dom nie zawsze jest tym prawdziwym domem. Czasami jest  fajnie, jest pies - mój kochany, wspaniały Miś, jest radość, jest słońce, takie domowe, nasze, zwykłe, ale ciepłe. A czasem jest tak, jak było wtedy, gdy mieszkałam w domu cały czas. Nigdy nie miałam dobrych relacji ze swoją mamą. W sumie z czasem przestało mi na tym zależeć, starałam się zapomnieć, że istnieję, starałam się nie wchodzić nikomu (czytaj: jej) w drogę, dzielnie znosiłam wszystkie słowa krytyki i zamknięta w swoim pokoju wypełniałam swoje obowiązki w samotności. W liceum nie miałam osobnego komputera, więc zamykałam się w sobie nie mając znajomych i przyjaciół, czytałam książki i całą energię kumulowałam w naukę, szkołę i maturę. Kiedy nikt nie widział, płakałam w poduszkę, Nigdy nie miałam z kim pogadać, a ona chyba do dzisiaj nie zrozumiała, że jestem dorosła i, że też mogę mieć jakiś/ albo z czymś problem, bo przecież wszystko mam. Zawsze uważała mnie za kogoś, kto nic nie robi. Dobra, zgadzam się - jestem bałaganiarą, ale staram się wypełniać swoje obowiązki tak, jak najlepiej umiem. Gdy nie ma jej w domu, robię porządki, piekę ciasta... gdy ona jest czasem boję się wejść do kuchni po kanapkę. Nigdy nie doceniała tego, co robię. Kiedyś nawet z pogardą patrzyła na to moje rysunki i na sam fakt, że chcę rysować, po czym później prosiła mnie o jakieś rysunki, szkice czy inne bazgroły potrzebne jej do pracy (pracuje w szkole).
Jako małe dziecko zachorowałam i musiałam być często w szpitalu. Nigdy nie zapomnę tego, że mi to wypominała jak miałam 12 lat. Krzyczała na mnie, bo bolały mnie nogi, gdy byliśmy na wakacjach u babci (pomagaliśmy tam przy zbiorach); słyszało to moje kuzynostwo, było mi wtedy strasznie przykro. Często zasypiałam z wyczerpania płaczem.
Często tak jest. Dostaję słowem za nic. Albo za to, że jestem. Może ona taka jest, może ja przesadzam, może ona ma swoją teorię w tym temacie, bo przecież znacie tylko moją wersję wydarzeń.
Jest mi przykro, bo mój brat ma inaczej. Jego conocne wyjścia weekendowe nie robią na niej wrażenia, a mnie już brzuch boli od rana, bo chcę wyjść z dawnymi koleżankami z podstawówki do klubu (przypominam, mam 23 lata). Moja średnia wyniosła 4.3 na studiach, jeden kierunek skończyłam na licencjacie, mój brat ma warunek i to nie dlatego, że jakiś prowadzący był nienormalny, ale sam sobie odpuścił naukę... Gdy podczas świąt powiedział, że z racji barku pracy taty, powinien się starać o stypendium, to mu powiedziałam, że owszem, może, ale o naukowe. Nawet nie wiecie, jak mama na mnie wtedy napadała, mówiąc z wyrzutem, że to "może ja bym się postarała". Przecież się staram... On mieszka w akademiku, prawie najdroższym (415zł), droższe już są tylko z jedynki - mieszka w pokoju z kolegą, którego zna od podstawówki. Ja muszę mieszkać u ciotki, bo nie ma pieniędzy dla mnie, siedzę sama popołudniami, nikt do mnie nie przychodzi, jestem SAMA. Urodziny zwykle świętuję sama (z domu też nikt nie zadzwoni), a po obronie położyłam się spać, bo ciotka miała swoją imprezę, a ja się kiepsko czułam. W domu nawet nie wiedzieli, że się bronię, bo zapomnieli. I dojeżdżam na uczelnię 40-50 minut, podczas gdy z domu jadę samochodem 50-60. W sumie nikt się mnie nie zapytał, czy mi to odpowiada. Nikt nie zauważa problemu, bo chociaż nie mówię o tym wprost, to daję im do zrozumienia.

Maturę zdałam wręcz idealnie. Byłam z siebie naprawdę zadowolona, gdybym wtedy pomyślała wyprowadziłabym się do innego miasta, nie tego najbliższego, ale gdzieś dalej w świat... może moje życie byłoby inne...? Umieram, bo świadomość zmarnowanych niepowrotnych przecież, lat młodości mnie zabija. A fakt, że żyję jak w klatce i ciągłym strachu zniechęca mnie do walki o lepsze. Bo czy jest lepsze? Jak ono wygląda?

P.S. Pamiętajcie, że jest to post nacechowany emocjami i przedstawiający wizję z jednej strony. Może przesadzam, może jestem niesprawiedliwa... nie wiem... chciałabym się mylić, chciałabym inaczej to wszystko odbierać...

16 komentarzy:

  1. Zastanawiam się od wczoraj co Ci napisać i po prostu nie mam słów. Jest mi strasznie przykro, że matka potrafi dwoje dzieci traktować w tak różny sposób.
    A Ty naprawdę jesteś twardzielem. Może trochę lat zmarnowałaś, ale myślę, że lepiej się skupić na przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się, że to wszystko z siebie wyrzuciłaś. Może to nic nie zmieni, ale Tobie będzie lżej. Trudno jest mi się postawić w Twojej sytuacji, bo sama mam dobre kontakty z mamą. Znam jednak osoby, które mają podobna sytuację. Może to lepiej, że w domu jesteś tylko w weekendy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny, wiem, że ten post zabrzmiał strasznie. Ale chcę zaznaczyć, że nie zawsze tak jest. O dziwo wczorajszy wieczór był w porządku i dzisiejsza niedziela jedną z lepszych. Czasem jest mi przykro, bo chciałabym w Niej również przyjaciółkę. Opisałam te złe dni, a fakt, że wracam tylko na weekendy zmniejszyła napięcia, a że w mieście, którym studiuję czuję się jeszcze gorzej, wolę taki dom. Napisałam to wszystko przede wszystkim po to, by móc tu kiedyś wrócić i - będąc sama mamą - nie popełniać takich błędów...

    OdpowiedzUsuń
  4. nie,nie jesteś niesprawiedliwa. po tym,jak to przeczytałam,też uważam,że nie tak powinny wyglądać relacje dziecka z rodzicami. mam nadzieję,że znajdziesz kiedyś w sobie siłę,by powiedzieć to swojej mamie,nie w emocjach,nie w gniewie,ale na spokojnie,może to coś zmieni. a jeśli nie,to mam nadzieję,ze ułożysz sobie życie z dala od mamy i nie pozwolisz,by Cię w dalszym ciągu tłamsiła,deprecjonowała Twoją wartość i podcinała skrzydła. jesteś niesamowicie wartościową osobą i wierzę,że jeszcze jej pokażesz,na ile Cię stać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej zależałoby mi na tym, bo sobie samej pokazać i udowodnić, że jestem dobrą osobą, dobrym człowiekiem, że na coś mnie stać. Pewność siebie to cecha, której nie mam, ale mimo to pragnę odnaleźć ją w sobie.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Bardziej zależałoby mi na tym, bo sobie samej pokazać i udowodnić, że jestem dobrą osobą, dobrym człowiekiem, że na coś mnie stać. Pewność siebie to cecha, której nie mam, ale mimo to pragnę odnaleźć ją w sobie.

      Usuń
    4. ja myślę,że Ty w głębi serca wiesz,że jesteś dobrą osobą,że na wiele Cię stać,że wszystko,co osiągnęłaś,zdobyłaś dzieki sobie,swojej pracy. tylko chciałabyś potwierdzenia w osobach dla Ciebie ważnych,w tym w mamie. w nas wszystkich to potwierdzenie masz,mam nadzieję,że w mamie kiedyś też je odnajdziesz.

      Usuń
  5. Ja też miewam z rodzicielką zatarcia i to nie lekkie. Potrafię sobie wyobrazić to w jakiej Ty znalazłaś się sytuacji, i dziwie się bo Ty zdolna dziewczyna, która ma przyszłość przed sobą jesteś tłamszona przez własną matkę. Nie potrafię czasem zrozumieć moich i innych rodziców zamiast wspierać, dodawać otuchy to czasem jeszcze dobiją i powiedzą takie słowa, że człowiekowi się odechciewa. A to oni maja być nasza podporą, to dom ma być miejscem gdzie będziemy chętnie wracać po tygodniu z pracy czy szkoły, a często jest tak, że wracamy i zamykamy się w swoich czterech ścianach.
    Trzymaj się ciepło :* Mam nadzieję, że może znajdziesz kogoś kto uczyni Cię szczęśliwa i doceni to jak bardzo się starasz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciała... ;))
      A my same, cóż, jedyne co możemy to nie popełniać takich błędów w przyszłości, kochać swoje dzieci i wychowywać je normalnie, tak by nie wyrosły ani na nic niewartych siebie ludzi, ani egoistów.

      Usuń
  6. Bardzo dobrze, że wyrzuciłaś z siebie to wszystko, co Cię boli. Od tego jest blog;)
    Wiesz, ja też swojego czasu miałam z moją mamą dość trudne relacje, ale wynikały one z faktu, że było między nami sporo niedomówień. Przyszedł taki czas, że ciężko było nam ze sobą rozmawiać. Wszystko się zmieniło w ostatnie wakacje, kiedy mama do mnie przyjechała, zostałyśmy we dwie w czterech ścianach i zaczęłyśmy gadać.
    Czasem trzeba powiedzieć o tym, co boli. Czasem nawet wykrzyczeć, z żalem- bo Ty nie zasługujesz absolutnie na takie traktowanie. Jesteś świetną, wrażliwą osobą, bardzo wartościową. Mimo, iż nie znam Cię osobiśćie, tak właśnie uważam, czytając Twojego bloga.
    Może Twoja mama nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo Cię rani?
    Trzymaj się, Kochana:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wreszcie zaczynam się tutaj otwierać... :)
      Dziękuję za tyle ciepłych słów. Cóż, rozmowa byłaby najlepszym rozwiązaniem, ale póki co chyba nie umiałabym się przekonać do niej, na razie, uważam,że jest za wcześnie, ale wiem, że nadejdzie ta właściwa chwila i wtedy się wszystko wyjaśni.

      Usuń
  7. bardzo mi przykro, że masz takie relacje z mamą. ja osobiście zawsze byłam blisko z mamą, ale znowu mój Mąż ma podobne historie ze swoim ojcem. i tak jak w jego przypadku, tak samo w Twoim, uważam, że nie wynika to w żadnej mierze z Was, tylko z charakteru rodziców. niektórym się wydaje, że "surowe" wychowanie bardziej nas ukształtuje, sprawi, że będzimy bardziej samodzielni, że ich krytyka łatwiej pozwoli nam znosić innych krytykę. może coś w tym jest. a pomijajac to wszystko to myślę, że jest jeszcze taka prosta sprawa, że rodzice to też tylko ludzie. mają swoje wady, swoje humory, swoje gorsze dni. oczywiście nic nie usprawiedliwia wyładowywania na innych swojej frustracji, ale niestety tak po prostu czasem jest.
    co do studiów i tego, ze brat ma lepiej to faktycznie niesprawiedliwe, ale z drugiej strony pomyśl o tym, że jest wielu ludzi, którzy chcieliby studiować a niestety nie mogą. mieszkasz u ciotki, ale lepszy rydz niż nic. dorabiasz sobie gdzies? może jakbyś miała woje pieniążki to rodzice chętniej dołozyliby Ci do akademika. nie wiem w jakim mieście mieszkasz, ale u mnie koszt akademików niektórych (pokój 3-os) to jest koszt trochę ponad 200 zł.
    a to, że czujesz, że zyjesz jak w klatce może powinno zmotywować Cię właśnie do walki. do walki o to, żeby to było Twoje życie, żeby wyglądało ono jak sobie wymarzysz.
    rozmawiałaś kiedykolwiek z mamą o waszych relacjach? był kiedyś moment, że kiedy miała do Ciebie pretensje to powiedziałaś jej co myslisz? tak jak piszesz - masz 23 lata, ona musi się choć trochę z Tobą liczyć. a jak relacje z tatą?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciągle myślę nad przeprowadzką, mam nadzieję, że od nowego roku akademickiego moje marzenie się ziści. Myślę, że koszta akademików wahają się i u mnie od 200 do 300zł. Wcześniej pracowałam, ale to były tak marne pieniądze, że nie udałoby mi się za nie utrzymać. Zarabiałam 40zł za 7-8h pracy, pracowałam w weekendy, ale nie wszystkie (gdyby jednak była to praca stała, co weekendowa, byłoby świetnie).
    Relacje z tatą są inne. Wydaje mi się, że on jest jakby po mojej stronie, ale równocześnie nie gra przeciwko mamie. W sumie jest raczej wycofany, pewnie nie widzi nawet tego problemu, wcześniej wyjeżdżał i wracał tylko na weekend raz, dwa razy w miesiącu...

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję Wam wszystkim za słowa wsparcia. Chyba pierwszy raz na blogu spotkałam się z takim zrozumieniem, życzliwością i słowami otuchy. Dziękuję pięknie! ;**

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga Twardzielko; nawet nie wiesz, jak mi przykro. Dom, to miejsce,w którym zawsze powinna panować zgoda, miłość, ciepło. Miejsce, które będzie się dobrze kojarzyć. Naprawdę nie rozumiem, jak matka, rodzicielka może mieć tak zimny stosunek do swojego dziecka. Matka powinna być kimś komu można zaufać i się wyżalić, a nie osobą, która wzbudza postrach. Szczerze mówiąc, to nawet trudno mi sobie wyobrazić Wasze relacje :-( Doszukuję się jednak plusów. I wiesz, co mam? Dzięki takim doświadczeniom, Ty dla swoich dzieci będziesz świetną mamą, bo mając takie wspomnienia wiadomo, czego unikać.
    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń