niedziela, 7 lipca 2013

Porzeczkowy zawrót głowy

Tęskniłam za blogiem.
Ostatnie dni wypełnione pracą powodowały szybkie zapadanie w sen, dlatego nie miałam chęci na komputer.
Pewnie zastanawiacie się, co robiłam przez ostratnie dni. Moje życie zostało zdeterminowane przez "plantację" porzeczek moich rodziców. Niemiłosierne słońce paliło nas żywym ogniem, komary również nie odpuszczały, ale my dzielnie tkiwliśmy na polu. Oczywiście nie wszystko zostało zerwane. Kilka dni następnego tygodnia również upłyną w porzeczkach. Szkoda, że cena jest niska, a i owoc marny... nie zarobię za wiele, o ile mi zapłacą, ale cóż... takie życie.

Dziadek ma się gorzej. Niekiedy nie może mówić, jak są goście to tylko siedzi, słucha. Wczoraj tata obciął mu włosy. Chemia w tabletkach spwodowała, że zrobiły się cienkie i siwe. Dodam, że dziadek ma dobre geny, bo dotąd jego włosy był ciemne i tylko w niektórych momentach pobłyskiwały srebrne nitiki. Zgodnie z postanowieniem, pojechałam do babci i oplewiłam ziemniaki. Było ciężko, ale dałam radę. Drugiego dnia pojechałam również, a z racji, że mama z babcią pojechały na pogrzeb, ja mogłam się wykazać i dokończyłam 4 rządki, które zostały z dnia poprzedniego. Babcia się ucieszyła, dziadek zgonił z pola - mocne słońce - i troszę mi zostało, ale cieszę się, że to zrobiłam :) A, i dzięki temu zyskałam opaleniznę! Plecy piekły mnie przez kilka dni, spałam nago (tzn. same gacie :p).

Niedługo idę do Kościoła, mamy Odpust. Niedzielny wolny dzień spędzam na przygotowaniu do zaliczenia, które mam w środę. Referat (część ów zaliczenia) powinnam wysłać w środę dwa tygodnie temu... nie zrobiłam tego. Dzisiaj zajmę się pisaniem i tworzeniem grafik... Mam nadzieję nie poddać się i zaliczyć to jakoś.

Miłej niedzieli, kochane!

5 komentarzy:

  1. A mnie to się z kolei wydaje, że te owoce są drogie... ale to pewnie dla nas, kupujących... :(
    Och ile bym dała żeby mieć kawałek swojego ogródka (tak jak np. moja mama) i zasiać sobie krzaczek malin i truskawek... :)

    Dobra z Ciebie wnusia, babcia na pewno jest Ci baaaardzo wdzięczna, cieszę się i ja... :)

    Powodzenia w tworzeniu pracy, oby wena dopisała!

    Miłej i spokojnej niedzieli :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, napracowałaś się, to trzeba przyznać! Teraz trzymam kciuki, żeby zaliczenie poszło, jak trzeba i będziesz mogła odpocząć;)
    Zjadłabym porzeczek, takich świeżo zerwanych, mniam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak zamiast domu u rodziców było pole porzeczek i zbieranie w upale. Mnie ostatnio przypadło w udziale obrywanie czereśni, na szczęście nie było tak gorąco.

    Powodzenia w tworzeniu pracy i zaliczenia przedmiotu !

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieszkam na wsi więc znam wysiłek prac polowych. Ludzie z miasta nie mają pojęcia ile pracy trzeba, by zebrać plony ze sadzonek.

    OdpowiedzUsuń
  5. mieszkam na ostatniej ulicy miasta można powiedzież że to miasto ale każdy ma sad też miałam gdy tata żył nadal mam ale już go tak nie uprawiamy bo nie mamy maszyn więc doskonale wiem jaki to trud zawsze coś do zrobienia a gdy są plony do zbierania to od rana do noc non stop coś więc to normlane że nie masz sił już na wieczór, ja chodze na maliny też gdy wracam po całym dniu to jestem padnięta a kobieta niesety z jednej pracy wraca do domu na drugi etat bo zawsze coś trzeba zrobić. Ale fajna jest praca świeżym powietrzu opalanie i areobik za darmo ;)

    OdpowiedzUsuń