Dzisiaj miałam ciężki dzień, jednak nie pamiętam bym miała chwilę dla siebie w ostatnim czasie. Rano (no dobra, wstałam przed 9 ;P) musiałam się ogarnąć, bo nie miałam wczoraj sił na doprowadzenie się do porządku, prócz prysznica i depilacji. Później poszłam na Mszę. Po południu zrobiłam obiad i pojechałam do chrześniaka w odwiedziny. Żona mojego wujka, (z którą jestem na "ty") poczęstowała nas przepysznym tortem :) był taki idealny; nie nazbyt słodki na smacznym biszkopcie. Potem odwiedziłam drugą babcię i pojechałam z tatą i bratem do dziadka w odwiedziny. U babci była mama, która pół dnia spędziła u dziadka wraz z babcią. Niestety od wczoraj dziadek ma się źle, miał dreszcze i traci świadomość. Wcześniej z tym nie było problemu, teraz nie odróżnia nocy od dnia, błądzi, jest nieświadomy.
Mama powiedziała, że albo to chwilowy kryzys, albo koniec...
Jutro jadę w malny, ale proszę, błagam(!) o deszcz.
Zazwyczaj prosi się o słoneczny deszcz, a tutaj proszę;p
OdpowiedzUsuńJa też lubię delikatne torty niezbyt słodkie.
Mam nadzieję,że dziadek mimo wszystko poczuje się lepiej.
OdpowiedzUsuńU mnie pada, jak na zawołanie ;(
Oby to był tylko chwilowy kryzys...
OdpowiedzUsuńTrzeba wierzyć, że jeszcze stan dziadka się poprawi.
Przytulam:*
nie wyobrażam sobie jak okropna musi być taka starość i dla dziadka i dla Was... :(
OdpowiedzUsuń