poniedziałek, 2 września 2013

Ciężko

Jestem zmęczona...

Dziadek źle sie czuje. Jego próby wątrobowe wyszły masakrycznie.
Grozi mu śpiączka wątrobowa.
Wcześniej miałam przeczucie, że przetrwa zimę. Teraz w to wątpię...


Nie mam komu o tym powiedzieć. Chciałabym napisać do D. Może by mnie zrozumiał? Ale czy by odpisał...?

Teraz to bez znaczenia.
Boże, proszę... daj nam trochę czasu!!!

8 komentarzy:

  1. Naprawdę mam nadzieję,że Twój dziadek znajdzie w sobie siłę. I Tobie teraz taka siła się przyda.

    OdpowiedzUsuń
  2. wczoraj, porządkując stare zapiski znalazłem pewne słowa.
    "Umieramy codziennie w sobie.
    Ale umieramy i w drugim człowieku.
    Zwłaszcza, gdy go kochamy. Kochamy jak brata, kochamy jak matkę, kochamy miłością kochanka.
    Nie chciałbym być wieczny. Nie chciałbym być, trwać, nie umierając w drugim człowieku. To śmierć nadaje kształt mojemu życiu. Każdy początek musi mieć koniec. Zawsze nadchodzi moment, gdy musimy się pożegnać. Czasem żegnamy się latami, czasem to chwila, jak burza przesuwająca się po wiosennym niebie. Czasem nie zauważamy, że ktoś odszedł. Czasem widzimy aż za dobrze. Czujemy tą cholerną pustkę, której i tak nic nie wypełni.
    Przeżywałam tą pustkę.
    Żegnałem kogoś, kogo kochałem. .
    Czasem przychodzi taki dzień, gdy wszystko się przypomina. Dlatego, że wiesz, że znów będzie trzeba się pożegnać. Wejść na chwilę do pustego wagonu, który nigdzie nie jedzie tak naprawdę. A potem pociągnąć za zwrotnicę, wybiec i iść dalej. Ten pociąg, ten wagon odjechał i nigdy już się nie spotkacie. Żegnaj.
    Tak naprawdę pożegnanie nadaje sens naszemu spotkaniu. Tak naprawdę śmierć powoduje, że żyjemy. Jak to jest umrzeć? „Tak jak urodzić się, tylko, że w drugą stronę”. Cierpienie nadaje jakikolwiek sens życiu. Trzeba coś zburzyć, by można było zbudować. Banały, banały z którymi sobie nie radzimy.
    Ty Indie poradziłeś sobie nieraz i wiesz, że gdy znowu staniesz w obliczu tego, poradzisz sobie.
    Chcielibyśmy widzieć tylko jedną stronę. Nigdy nie przestawiać zwrotnicy, by nie musieć żegnać kolejnych wagonów. Czasem boimy się spotykać, by żegnać.
    Nie można bać się jednak tych dni, gdy doceniasz swoje szczęście. Nie można nie pokochać smutku. Smutek to po prostu inna twarz szczęścia.

    I pchanie tego dnia deszczem. Ta tandetna sceneria, gdy deszcz miesza się z łzami, gdy nie widzisz, co tak naprawdę zmyło makijaże uśmiechów. Niektórzy będą stać w deszczu, by udawać płacz. By być bardziej wiarygodnymi. Inni staną w cieniu, by nic nie można było spostrzec. Bo choć deszcz miesza się z łzami- deszcz nie sprawia, że oczy stają się czerwone. Chciałbyś, żeby każdy poczuł czasem taki deszcz. Ten, który oczyszcza, przenika duszę. By poczuł zapach. Smak zimnych kropel na języku. Jego pieszczotę na rozpalonych policzkach. Czasem deszcz jednak możemy poczuć za zbyt wielką cenę. Czasem spłacamy ją latami.
    Ale warto. Nawet ugrzęznąć w tym błocie, w którym brodzimy po kostki latami, chcąc się schować w zaciszu, suchym i ciepłym. Deszcz nas osłabia, ale i wzmacnia. Oczyszcza. Jak łzy.

    Uwielbiam czuć się wodą. Stawać się jednym z deszczem. Nienawidzę, gdy muszę stać się łzami. Swoje, to co innego. Gdy staję się łzami cudzymi. Nienawidzę, gdy twoje łzy wsiąkają we mnie, bo wiemy, że będziemy się żegnać. Żegnać w twoim bólu, żegnać w momencie, gdy nie można walczyć. Nienawidzę ich, gdy wiemy, że to wszystko, ta walka będzie pozorna, będzie gryzieniem powietrza. Nienawidzę ich nie dlatego, że zostawiają we mnie ślady. Tych śladów się nie boję. Ja sobie dam radę. Nienawidzę, bo choć wiem, że bez cierpienia nie ma szczęścia, zawsze trudno to znieść u kogoś, kogo się kocha. Brata, matki, kochanki. Przyjaciela.
    Ale nienawiść daje siłę. Nienawiść do tych łez. Pozwala chwycić mocniej za rękę i czule pogłaskać po głowie. Nie kłamać, wszystko będzie dobrze. Bo nie będzie. Ale dają siłę by powiedzieć „będę przy tobie”.
    Nie boimy się śmierci. Gdyby każdy z nas usłyszał, że zaśnie spokojnie, po prostu pewnego dnia się nie obudzi, nikt by się jej nie bał. Boimy się cierpienia i starości. Boimy się igieł powbijanych w ciało i bólu. Boimy się zastrzyków i morfiny na uśmierzenie bólu przerzutów.
    Nic dziwnego.
    Ale może ten strach da się ukoić, choć trochę, gdy ktoś potrzyma nas za rękę?
    Gdy mój oddech staje się twoim oddechem.
    Boimy się straty. Że nigdy nie zobaczymy tego tak samo. Że nie poczujemy zapachu.
    Boimy się tego, że odejdziesz, a ja zostanę sam. Wycofuję się powoli wcześniej. Wychodzę po angielsku. Ja nie wyjdę. Zostanę. Potem zaboli dwa razy mocniej, ale zostanę.
    c.d.n


    OdpowiedzUsuń
  3. A gdy już zaśniesz i wiem, że nic nie będzie cię niepokoić do następnego dnia, gdy wiem, że uśniesz tej nocy, wyjdę do domu.
    Po drodze zmoknę. Deszcz zmyje cały twój strach, który we mnie przelewasz. Mimo wszystko jestem egoistą. Ktoś powie, że to, że nie wyszedłem po angielsku tylko zostałem aż zaśniesz, to też egoizm. Najświętsza prawda. Altruizm ,przyjaźń, jest największym egoizmem, najdziwniejszym. Ale kto mówił, że egoizm jest zły? Pozwala przetrwać. A czasem każe oddać własne życie. Czasem każe wziąć cudze we własne ręce, ale nadal żyjesz po swojemu. Jak to? Lubię sobie wyobrażać, że cudze życia czasem, w czyichś rękach to pączki kwiatów, które czekają na odpowiedni moment. Ale czasem trzeba je ogrzać w dłoni, gdy przychodzi mróz. Ocalić je przed tym, że nie będą mogły nigdy zakwitnąć. Wszyscy jesteśmy ogrodnikami, grzejącymi kwiaty czyjegoś życia. Bo zawsze jesteśmy z kimś powiązani. Nie żyjemy za kogoś, ale mamy na niego wpływ. Nie unikniemy tego, jakbyśmy bardzo nie zamykali się w swoim świecie, jakbyśmy bardzo mówili „ nie kocham”. Bo nie zdecydujemy, czy ktoś kocha nas. Temu nie idzie zapobiec.
    Każdy z nas ma ogród cudzych kwiatów i od nas tylko zależy, czy uratujemy te kwiaty, przez które ktoś jest z nami związany. Czy je ogrzejemy. Od nas zależy, jak nasz ogród wygląda. Czasem to inni decydują, jak wygląda nasz krzew, naszej róży. Pąki w wielu ogrodach.
    Moje własne w cudzych ogrodach są doskonale ogrzane.
    Ale mam nadzieję, że i ja jestem dobrym ogrodnikiem.
    Przynajmniej o te pąki będę się starać. Kochanki, matki, brata, siostry. Przyjaciela. Póki nie nadejdzie ich czas. Póki nie będzie powiedziane, że maja przekwitnąć. Bo każde płatki w końcu opadną. Żegnamy się w naszym wspólnym ogrodzie. Żegnamy, bo odchodzisz. Żegnamy, bo cały krzew ciebie umiera.
    Ale bez tego kwiatu byłbym innym człowiekiem.
    Spotykasz mnie, więc jestem
    Część mojego ogrodu, tego, który tworzę stanie się pusta. Ale nigdy nie zapomnę twoich płatków.
    Mojemu krzewowi ktoś będzie musiał pomóc.
    Bo spotykasz mnie, więc jestem".
    Nie napiszę, bęzie dobrze- bo nieraz już nie może być. Pewne rzeczy są nieuchronne, może to britalne...ale nie zmienimy kolejności życia i umierania. A jeśli wierzysz, że coś nas spotyka po śmierci- gdy człowiek już przeżył swoje, gdy już w pewien sposób się męczy, jak robiła to moja mama pod koniec, gdy umierała- egoizmem jest prosić, by ten ktoś został. Byśmy nie cierpieli, bo zostanie pustka i kolejna trumna kładziona w ziemii. Trzeba pozwolić odejść nieraz temu, kogo się kocha. A ja wierzę, że to zniesiesz. Wszyscy musimy to kiedyś unieść, każdą stratę i ból. A czas to zaleczy.

    OdpowiedzUsuń
  4. i dobra, może to głupio zabrzmi, bo jestem absolutnie obcym człowiekiem, który tu jeno zagląda, ale jeśli chcesz, to napisz. whitteerabbit@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wierzę, że będzie dobrze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj się! Mimo wszystko, mimo całego bólu, staraj się uwierzyć, że być może jeszcze będzie lepiej, chociaż trochę. To wszystko nie jest łatwe, dwa tygodnie temu borykaliśmy się z Małżonem z podobnymi uczuciami. Życzę Ci, aby Twój dziadek dał radę, abyście zyskali jeszcze trochę czasu dla siebie.
    Przytulam:*

    OdpowiedzUsuń
  7. A może jednak warto spróbować?
    Przytulam mocno! :*

    OdpowiedzUsuń