No i mamy pierwszy kryzys. Czekałam na niego wczoraj do północy, marząc o tym, by wymienić kilka smsów. Okazało się, że zamiast ciepłych słów dostałam... pierwsze - on tak to nazywa - nieporozumienie. Dla mnie to jest coś w rodzaju kłótni, tyle że przez sms... Wiem, dziecinne, ale nie chcę z nim gadać. Dzwonił już z 16 razy... Wstałam z bólem głowy, zmęczona... Tata od razu zauważył, że coś jest nie tak. Pytał, czy nie jestem przeziębiona, bo mam "dziwne" oczy.
A on? Wciąż uważa, że to ja popełniłam błąd, że się na mnie zawiódł, itp. Zupełnie go nie rozumiem.
Pierwszy tydzień, pierwsze uśmiechy i teraz pierwsze łzy.
Nie warto... naprawdę... Czasem lepiej odpuścić, wziac głęboki oddech i zaczac od nowa, czyli porozumieć sie, pojsc na kompromis, porozmawiać w cztery oczy. Często jest tak że właśnie przez takie głupie nieporozymienia, źle zrozumienie, rodzi sie niepotrzebny konflikt... Przecież oboje tego nie chcecie... Głowa do góry... Mam nadzieje ze wszystko szybko sie wyjaśni, że dojdziecie do porozumienia i będzie dobrze :*
OdpowiedzUsuńznam to, ciężkie, ale kryzysy kłótnie są po to by coś zrozumiec by się nauczyć lepiej siebie traktować ;)
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Kasią. Zwłaszcza jeżeli ta Wasza kłótnia odbyła się przez SMSy - czytając je nie zawsze dobrze interpretujemy wiadomości.
OdpowiedzUsuńAle skoro dzwonił 16 razy to mu zależy.