Ostatni czasy w ogóle nie mam problemu z nawiązywaniem znajomości z płcią przeciwną. Fakt zalogowania się na portalu randkowym temu sprzyja. Co prawda, póki co są to znajmości internetowe, ale czas pokaże, co z nich wyniknie.
W czwartek miałam zaliczenie. Wracałam autobusem z koleżanką na dworzec, odprowadziłam ją i widząc tłumny sznurek ludzi, czekających na busa, postanowiłam, że przejdę się na bazar, żeby zobaczyć, co jest. Planowałam kupno bluzy, jakieś sukienki, albo butów, ewentulanie torebki. No wiecie, jesień idzie, dobra okazja, żeby coś nowego zagościło w- i tak już pękającej w szwach - szafie. Kupiłam buty, czarne, bardzo ładne, za 30 złotych. Zdecydowałam, że na dzisiaj starczy i poszłam z powrotem na busa.
Kolejka, zimne powierze i wiatr, zniechęcały mnie do stania w kolejce. Ukratkiem tylko przyciskałam torbą rozkloszowaną spódnicę, żeby wiatr nie podwiewał mi jej do góry. Po chwili podchodzi do mnie chłopak, na którego wcześniej zwróciłam uwagę - nawet przystojny, elegancko ubrany. Pyta, czy zawsze jest tutaj taka kolejka i dlaczego nie jadę innym busem, który odjeżdża z innego przystanku. Niewiedziałam, że taki bus w ogóle istnieje, więc zabrał mnie ze sobą i znalazłam się w niemal pustym, przestronnym busie, gdzie mogłam sobie wybrać miejsce idealne i ulubione. On usiadł koło mnie, pogadaliśmy chwilę. No dobra przegadaliśmy całą drogę. Kilka komplementów, mnóstwo uśmiechów, ukradkowych spojrzeń i w końcu zaprosił mnie na gofry w niedzielę.
Nie mógł się jednak do czekać i przyjechał tego samego dnia. Poszliśmy na sok, później na spacer. Był bardzo miły. I wydaje się być taki... dobry. Oddał mi swoją kurtkę, bo brało mnie przeziębienie i wręcz trzęsłam się z zimna. Dzisiaj on choruje...
Co do ostatniej notki to decyzji jeszcze nie podjęłam. Na pewno wszystko się wyjaśni w ciągu następnych dni.
Mam jeszcze prośbę - proszę o kontakt autorkę tego bloga. Chyba się spóźniłam z podaniem mejla przed zablokowaniem. A tak w ogóle - zaginęła mi też inna blogerka, Dziewczyna M. Wiecie coś o niej? :)
I oby dalej było tak miło ;) Dobrze czytać, że ktoś wywołał uśmiech na Twojej twarzy ;)
OdpowiedzUsuńO tak, z tym uśmiechem się udało. :)
UsuńHmm, zaczęło się bardzo obiecująco:) I ten gest z kurtką- ładny:) Rycerski facet:):)
OdpowiedzUsuńA mówią, że jedyne co facetom z rycerza zostało to zakuty łeb :P
Usuńbardzo się cieszę, że Twoje towarzyskie życie się rozwija i nawet jeśli ma nic z tego nie być to jest to jakieś urozmaicenie :) myślę, że zasługujesz na to żeby znaleźć kogoś kto sprawi, że staniesz się bardziej pewna siebie :)
OdpowiedzUsuńale ja chciałam jeszcze odnośnie poprzedniej notki, bo trochę się spóźniłam...mianowicie widzę od dawna jak bardzo Ci doskwiera brak studenckiej wolności (nie chodzi mi tylko o imprezy, ale po prostu o swobodę życia), pewnej samodzielności, której po prostu potrzebujesz (nie chodzi mi o to, że jej nie masz, ale o to, że rodzice trochę ją w Tobie tłamszą). moje zdanie co do mieszkania jest takie, żebyś na pewno wyprowadziła się od ciotki, bo historia o tym, że stresujesz się wyjściem do toalety jest po prostu tragiczna. powrót do domu ma swoje plusy, ale pamiętam też Twoje historie o relacjach z mamą. nie jestem pewna czy naprawisz je wracając tam. rozsądną opcją jest mieszkanie z babcią - wydajesz się być zżyta z nią, obie na tym zyskacie. aczkolwiek rozważ mocno opcję kredytu + dodatkowej pracy, a jeśli do tego rodzice by Ci odrobinę pomogli problem byłby z głowy. wiem, ze jeden z Twoich czytelników stanowczo odradzał wzięcie kredytu. ja natomiast nie znam osoby, która stwierdziłaby, że kredyt studencki to zło i będę to powtarzać zawsze, wszędzie i każdemu. sama przez 4 lata (po I roku studiów) wzięłam taki kredyt i dzięki temu, że dodatkowo pracowałam - mogłam się sama utrzymywać i jeszcze trochę sobie odłożyć. dodam, że też studiowałam dziennie. oprocentowanie tego kredytu jest śmiesznie małe a spłatę zaczynasz dopiero 2 lata po ukończeniu studiów, co w rezultacie prowadzi do tego, że realnie oddaje się mniej niż się otrzymuje biorąc pod uwagę choćby wpływ inflacji. w związku z karencją spłaty kredytu nie rozumiem argumentu kolegi pod poprzednim postem odnośnie probmeów ze znalezieniem pracy i kłopotów ze spłatą na tym tle, bo - nie ukrywajny - przez 2 lata każdy znajdzie jakąś pracę a jak nie to chyba umrze z głodu, bo jeśli ma takich tolerancyjnych rodziców, że będą go utrzymywać to chyba i kredyt zaczną płacić ;) jestem pewna, że te 600zł miesięcznie pozwoliło by Ci na prowadzenie takiego trybu życia jakiego bardzo Ci teraz brakuje. a rata 300-kilka złotych 2 lata po studiach będzie ledwo odczywalna. a nawet jeśli będzie odczuwalna to może jednak warto? nie można mieć wszystkiego. ja w kazdym razie polecam z czystym sumieniem. przepraszam za epopeję, gdybym miała jakiś kontakt do Ciebie to bym sobie darowała taki komentarz :)
O jak miło... :)
OdpowiedzUsuńFajna historia, mam nadzieję, że coś więcej się z niej rozwinie... z całego serca Ci tego życzę, bo zasługujesz na to, co dobre! ;)
vide.cul.fide@o2.pl - odezwij się do mnie, bo nie mam Twojego maila i nie mam jak wysłać Ci zaproszenia :(
Pozdrawiam ciepło :*
Romantyczna historia, i jaki z niego gentleman, czekam na ciąg dalszy;)
OdpowiedzUsuńJaka piękna historia! Mam nadzieję, że to będzie piękna miłość.
OdpowiedzUsuńNo to widzę miły początek znajomości. Ale to też właśnie urok owych początków. Oby to trwało jak najdłużej :-) może coś więcej z tego wyniknie? Widać spodobałaś się chłopakowi. Oby zawsze był taki miły dla Ciebie i tak się starał :-) Dzięki za odwiedziny mojego bloga i za te ciepłe słowa. Wiele one dla mnie znaczą. 3M
OdpowiedzUsuńmiły początek :) ciekawe co z tego wyjdzie:)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki ;)
OdpowiedzUsuńOby na stałe był taki dobry, opiekuńczy i czuły. Powodzenia i pozdrowienia :)
OdpowiedzUsuńAż miło przeczytać, że na Twojej twarzy pojawił się uśmiech. A może z tej znajomości zrodzi się piękne uczucie :-)
OdpowiedzUsuńOj jak romantycznie, jaki gentelman :) Życzę powodzenia w nowej znajomości :)
OdpowiedzUsuńTeż ostatnio chodzą za mną buty i torebka, ale trzeba poczekać do wypłaty ;-) Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie.
o kochana niczym w filmie, pięknie;)
OdpowiedzUsuń