Mi samej aż tak upały nie przeszkadzają. Co prawda powietrze stoi, ciężko się oddycha, ale cieszę się z ciepła :)
Wreszcie poszlam do lekarza, bo przeziębienie trzyma mnie już 9 dzień. Dostałam lekarstwa i do wtorku ma mi minąć paskudny kaszel. Zrezygnowałam z pracy, niemal przeprowadziłam się do domu z miasta studenckiego, chociaż zostały mi trzy ostatnie zaliczenia... ;)
Cieszę się starsznie, handra minęła, a intensywność ostatnich dni uświadomiła mi starą prawdę, że po burzy wychodzi słońce. :)
Dzisiaj wzięłam się za sprzątanie, wieczorem czeka mnie domowe spa (a co!), blog, no i rysowanie. Na dworze jest tak pięknie, wszystko kwitnie, co prawda truskawki u mnie się już kończą, to seson czereśniowy uważam za otwarty :)
Cieszę się, naprawdę! Cieszę się każym kwiatkiem, promieniem słońca, czyimś uśmiechem. Dzisiaj cieszę się życiem. :)
Och jak miło czyta się takie notki:) oby tak dalej
OdpowiedzUsuńOj, a ja nie cierpię upałów;) Ale cieszę się bardzo, że masz dobry nastrój;)
OdpowiedzUsuńJak pozytywnie :) Ja nie znoszę upałów, ciepła i lata ;)
OdpowiedzUsuń